Stambulskie zaskoczenia

DSC00062a

Czystość
Spodziewaliśmy się raczej wschodniego bałaganu a zaskoczyła nas czystość na ulicach. Oczywiście nie jest perfekcyjnie jak w Singapurze , ale bardzo do przyjęcia. Co kilka dni polewaczki wcześnie rano zmywały ulice, co jest o tyle dziwne, ,że w mieście brakuje wody. A jeśli spłukują wodą morska to żal tych właścicieli samochodów,pozostawionych na noc na ulicach, które dostają regularnie sporą dawkę soli.
20180428_100629aNa mnie największe wrażenie zrobił system koszy na śmiecie. Na zewnątrz nie rzucają się w oczy , ale najciekawsze dzieje się wieczorem , kiedy są opróżniane. Konieczna jest ciężarówka, która wyciąga trzymetrowy kosz ( warto zobaczyć to wideo!) , którego większa część,jak góra lodowa, jest wpuszczony w ziemię.  Efekt – kosze nie śmierdzą , nie wabią much no i są bardzo pojemne, nie zajmując miejsca na chodniku. Chodzi mi też po głowie myśl ,że jest to jakiś sposób na skądinąd popularną w pewnych kręgach metodę  lokowania materiałów wybuchowych w koszach na śmieci. Podobno u nas prowadzone są eksperymenty z głębokimi koszami , gorąco popieram , precz ze śmierdzącymi kontenerami !

Koty
20180502_100714a
Stambuł jest miastem kotów, to wiadomo od dawna choćby z powieści Orhana Pamuka , ale zaskoczyła mnie dbałość o zwierzaki. Na Wschodzie kotów jest mnóstwo, ale nie widziałem , aby na trawnikach czy chodnikach stawiano bezpańskim kotom miski z wodą czy karmą. Widziałem też kilka domków, całkiem zgrabnych z full wypasem , jedzeniem i piciem obok.
Psów jest dużo mniej , jest trochę yorków na smyczach , ale wrażenie robią wielkie , wielorasowe psy śpiące na chodnikach. W ogóle nie przeszkadza im ruch uliczny i nie są agresywne. Być może są wysterylizowane, bo wszystkie mają kolczyki w uszach.

Makijaż

20180503_104156aMłode Turczynki są w większości ładne , ale wszystkie są bardzo zadbane. Perfekcyjny makijaż, podkreślone czarne oczy , stonowane usta … pewnie przed wyjściem poświęcają sporo czasu na dodanie urody. Ale efekt jest wart tego czasu.
DSC09665a

Meczety
DSC09663aZadziwia mnie ilość meczetów, są wielkie i malutkie, wiekowe i w budowie. Jest to o tyle dziwne, że społeczeństwo tureckie nie jest przesadnie religijne, Ataturk walczyło świeckość państwa bardzo skutecznie,i w meczetach czasem tylko bywało więcej niż kilku modlących się.
Widać też dbałość o zabytki .Są dobrze utrzymane i wkomponowane w tkankę miasta.W wielu miejscach są prowadzone prace renowacyjne , także z udziałem środków zagranicznych.
Obcokrajowcy
DSC09739aJest ich sporo , Stambuł to tygiel narodów , ale , paradoksalnie , nie rzuca się to w oczy. Największe społeczności to imigranci z dawnych republik radzieckich i przybysze z południowych regionów dawnej Jugosławii.Mają urodę podobną do tureckiej , są ciemnowłosi i niewysocy , łączy ich też wiara i na ulicy trudno ich zidentyfikować. Łatwiej to zrobić w dzielnicach taka jak nasza,bo zajmują się przede wszystkim handlem.
Sporo jest Rosjan , a zwłaszcza Rosjanek. To przede wszystkim na ich potrzeby Turcy szyją wymyślne suknie z mnóstwem cekinów i ozdóbek, na widok których nasze panie odwracały się z zażenowaniem.
Napoje
DSC09595aNasze odkrycie to herbata. Jacek , który twierdzi, że nie pije w domu herbaty w ogóle za jednym posiedzeniem zamawiał dwie czy trzy.Przepiękny kolor i smak, fantazyjne szklaneczki w kształcie tulipanów – to wszystko sprawiło , że wrócimy tu choćby dla niej.
Hitem był także świeżo wyciskany sok z granatów. Jest ostry, mocny, kwaśny , ale orzeźwia i pobudza.Miejscowi preferują mix z sokiem z pomarańczy , jest wtedy łagodniejszy.
20180503_110318aLatających lodów nie próbowałem , podobno trzeba je kroić nożem, ale samo przygotowanie prezentuje się spektakularnie.
Istanbul kart
DSC09632aDla mnie , mieszkańca niedużego miasta, karta była objawienie. Łatwość nabycia, łatwość doładowywania i korzystania z niej były nie do przecenienia. Pewnie np. wrocławiakom, korzystających na co dzień z Urban kart sprawa wyda się banalna,
ale przy mnogości opcji transportowych w Stambule jeden bilet na wszystkie środki jest bardzo praktyczny. W Hongkongu na tej zasadzie funkcjonuje Octopus cart, można za jej pomocą robić także drobne zakupy i pewnie stambulska wersja będzie zmierzać w tę
stronę.
Włosy
20180505_125006aA właściwie przeszczepy włosów. W Stambule jest to bardzo popularny zabieg. Turcy generalnie mają bardzo gęste , czarne włosy i o nie dbają , fryzjerzy cały dzień mają sporo roboty , więc mężczyzna , który gubi włosy czuje pewnie upokorzony utratą tego atrybutu męskości. Miejsca pobierania cebulek z tyłu głowy odznaczają się białym bandażem , zaś miejsca docelowe to czerwone kropki z przodu czaszki. Tyle obandażowanych głów widziałem ostatnio w szkole, kiedy dzieci miały wszawicę . Ania mówiła , że rozwija się turystyka „włosowa” , przeszczep kosztuje już od 1000 Euro. I tyle też zaoszczędziłem na swojej łysinie.
Erdogan
DSC09765aZa kilka dni miał się odbyć wielki festyn przedwyborczy z udziałem prezydenta Erdogana.W chwili naszego przyjazdu tylko na placu Taksim można było zobaczyć samochód opancerzony i kilku żołnierzy , potem z każdym dniem atmosfera gęstniała.
W kulminacyjnym momencie , dwa dni przed fiestą , policyjne patrole z palcami na spuście karabinów widać było wszędzie. Zasieki z napisem Polis, które na co dzień niewinnie stoją oparte o mury domów teraz rozkładały się dumnie w centrum miasta.
Wzmożono kontrolę, umundurowani i tajniacy obmacywali przechodniów , zaglądając do torebek,niektórych zapraszając na pogawędkę na boku. Przedwyborcze plakaty z prezydentem Erdoganem wisiały wszędzie . 20180505_115922aJest zrównywany z z twórcą nowożytnej Turcji – Ataturkiem , ale niewykluczone, że proporcje zdjęć na plakatach wkrótce się zmienią. Jeśli więc ktoś pyta- czy tam jest bezpiecznie ? odpowiadam – tak , przy tej ilości policjantów i żołnierzy trudno nie czuć się bezpiecznie.
Ale to idzie w kierunku dyktatury, widok jakiegoś dostojnika udającego się do cukierni na ciastko w otoczeniu pięciu bystrookich młodzieńców w garniturach i dwóch czujnych żołnierzy w pełnym uzbrojeniu, z palcem na spuście na długo zostaje w pamięci.20180429_132349a

Reklamy

Tydzień w Stambule 2018 # 6 Pożegnalna ryba

20180429_130748bDziś w planach mamy Kadıköy , byliśmy tam już,  ale uliczki odchodzące od Istiklal wyglądały bardzo zachęcająco. I rzeczywiście, krążymy zaułkami , jest mnóstwo przytulnych knajpek , celem naszym staje się wieża Galata.
DSC00008bTrochę błądzimy , ale wreszcie jest . Stoi na niewielkim placyku , otoczona masą chętnych do zwiedzenia. Oczywiście z tego rezygnujemy, choć podobno widok jest spektakularny. I podobno jest winda. Podobno.Wracamy pieszo przez most Galata.
Wzdłuż barierek jeden przy drugim stoją wędkarze .Niektórzy wyławiają małe srebrne sardele na własny użytek , inni na sprzedaż a jeszcze inni wynajmują wędki chętnym. DSC00023bKulimy się , aby zarzucany haczyk nie urwał nam ucha, bo wszyscy wędkarze są tak skupieni na swojej robocie , że nikt nie patrzy, czy ktoś nie przechodzi za nimi. Pod nami , na niższej kondygnacji mostu ulokowano restauracje specjalizujące się w owocach morza. Nie zamierzamy z korzystać , na rybny obiad jedziemy do Üsküdar, części azjatyckiej miasta.Wypatrzona kilka dni temu restauracja jest prawie pusta.Rozanielony kelner zaprasza nas do witryny , gdzie z dumą pokazuje swój Numer 1 na dziś – turbota. Rzuca jakąś cenę z księżyca , ale nie to jest kwestią przesądzającą . Ryba jest po prostu ohydna, na ciele ma masę brodawki , które wyglądają jak wągry. Opowiadam przy stoliku o swoich wrażeniach , rozwijając wątek twórczo ale muszę przestać , bo nic byśmy dziś już nie zjedli. Nieco rozczarowany kelner przynosi nam nasze dania. Nic specjalnego a ceny bardziej europejskie niż azjatyckie.
20180428_192726bWieczorem jeszcze seans z sziszą , lokal jak zwykle pełny, skupieni na pufaniu bywalcy delektują się dymem , kobiet jest kilka, raczej turystki niż miejscowe.
Ostatni dzień spędzamy w podgrupach – Mariola z Jackiem idą na miasto , my z Dorotą po krótkim wypadzie do bazaru Egipskiego zalegamy na dachu hotelu , łapiąc promień słońca.
Samolot nie dość , że nie podaje nic do jedzenia ( LOT) to jeszcze ma solidne spóźnienie, ledwo zdążamy na samolot do Wrocka.

Wszędzie dobrze , ale w domu….

Tydzień w Stambule 2018 # 5 Topkapi i inne cuda

20180503_104141bWieczorny relaks zrobił swoje, rano jestem gotów na nowe podboje. Po śniadaniu Ania już czeka w lobby, załatwiła nam wejściówki do Hagia Sofii i Topkapi więc podjeżdżamy kilka przystanków do centrum. Kilkusetmetrowa kolejka do kasy dziś nam niestraszna,idziemy prosto do wejścia, patrząc z wyższością na frajerów z kolejki.Hagia jest olbrzymia, choć nieco mniejsza od Błękitnego Meczetu.I ma tylko 4 minarety a Sultanahmet 6 , ale to ona właśnie została ikoną kultury. Nazywamy potocznie Hagię Sofię meczetem ,ale właściwie w 1953 Ataturk przekształcił ją w muzeum.DSC09916b Ostatnio daje się zauważyć pewne znaki , które wskazują że przywódcy Turcji chcą przywrócić świątyni dawną funkcję. Z oburzeniem przede wszystkim społeczności greckiej i rządu greckiego ( Hagia Sofia była na początku kościołem ) spotkało się zorganizowanie czytania Koranu na zakończenie ramadanu.
DSC09895bByłem już tu raz czy dwa i wygląda to tak samo – wszędzie rusztowania , pozamykane fragmenty budynku, krzątający się robotnicy.Ale warto znowu zadziwić się ogromem budowli , widok od zewnątrz nie robi takiego wrażenia.
topkapiNazwę „Topkapi” usłyszałem pierwszy raz w dzieciństwie , kiedy interesowałem się kinem a na ekrany wchodził film z Meliną Mercouri pod tą nazwą. Od tego czasu jest dla mnie symbolem tajemniczego Orientu , nazwa jest krótka i wpadająca w ucho.
Od Hagii Sofii to kilka minut drogi.Budowę pałacu rozpoczął Mehmed Zdobywca w XV w, kolejni władcy go rozbudowywali do tego stopnia , że przekształcił się w miniaturowe miasto , z własnymi meczetami , bibliotekami , stajniami, szkołami a nawet mennicą.Rzeczywiście obiekt jest olbrzymi , szkoda , że zamknięty jest Skarbiec. Chętnie bym obejrzał jeszcze raz kosztowności i ozdoby kapiące złotem i lśniące kamieniami szlachetnymi a najbardziej miniaturowe ryciny i ilustracje Baśni z 1001 nocy. topkapi2Mimo upływu kilkudziesięciu lat mam je ciągle w pamięci.Sumiennie odwiedzamy wszystkie dostępne sale , nie robią już wielkiego wrażenia bo są prawie puste, tylko w zbrojowni szczęka mi opada na widok dwumetrowego miecza , który w rękach węgierskiego herosa musiał siać spustoszenie wśród wrogów.
Nie będę opisywał wszystkich obiektów , zainteresowani mogą je znaleźć łatwo w necie lub drukowanych przewodnikach.
Wycieczka po Hagii i Topkapi zajmuje nam kilka godzin , warto coś przekąsić.
Ania prowadzi nas do lokalu po przeciwnej stronie placu. To Sultanahmet Koftecisi , restauracja z bardzo skromnym menu , obejmującym tylko kilka pozycji. Specjalizuje się w kőfte czyli małych klopsikach w różnych wariacjach.kofte1Ta wąska specjalizacja spowodowała , że doskonalone od pół wieku klopsiki są niedoścignionym wzorem dla najlepszych. Mimo , że klientów zawsze jest dużo to w kolejce nie czeka się długo.
Kiedy klient zje swoją porcję natychmiast zjawia się kelner z rachunkiem i znacząco chrząka , aby opuścić lokal i zwolnić miejsce dla następnego gościa.
Najedzeni i napici jesteśmy gotowi na realizację drugiej części dzisiejszego programu czyli spacer do Meczetu Sulejmana (Süleymaniye Camii) . Podjeżdżamy tramwajem kilka przystanków i wysiadamy opodal Uniwersytetu.
uniwersytetPo drodze zaglądamy do kolejnego meczetu ,Meczetu Bajazyda , ale doprawdy to już przesada. Nie mówię tego głośno aby nie urazić naszej przemiłej przewodniczki ale wszystkie te świątynie zlewają się jeden , niekończący się obiekt i na samą myśl o kolejnym robi mi się jeszcze bardziej gorąco. Na szczęście obok znajdują się fajne pozostałości akweduktu Walensa , bardzo dobrze zachowane , spędzamy dobrą chwilę na kontemplacji. DSC09960bW związku z permanentnym brakiem wody w Konstantynopolu sprowadzano ją akweduktami z gór , wszystkie elementy tego przedsięwzięcia – akwedukty i kanały miały długość ponad 250 km. Ale brak wody i dzisiaj dokucza miastu – pobliska toaleta jest nieczynna z powodu braku wody, jak głosi informacja na drzwiach.
Ania wpada na świetny pomysł , aby w drodze do Sulejmanyie wstąpić na bozę. To dziwny napój , ni to jogurt ni to płynny budyń , smaczny i podobno bardzo rozgrzewający w zimie. DSC09964bAle chyba nas już bardziej rozgrzać nie można , mimo popołudniowej pory jest bardzo gorąco i dodatkowa rozgrzewka nie jest odczuwalna. Sam napój cieszy zmysły ale i lokal sprawia miłe wrażenie .Vefa Bozacisi działa od połowy XIX w. i bozę robi perfekcyjnie. Nobliwi panowie za ladą ładnie komponują z wystrojem no i są jakby przedłużeniem tradycji. Restauracja produkuje bozę także już na potrzeby handlu , ale picie w tym lokalu dodaje +5 do smaku.
Kawałek pod górkę i jesteśmy u wrót Meczetu Sulejmana .Jego twórcą jest najlepszy architekt Sinan ( tak , ten sam który wybudował meczet Mihrimah ) . Widok jest przepiękny, jesteśmy w końcu na całkiem solidnym wzgórzu. Meczet jest drugim co do wielkości po Blue Mosque.
DSC09976bNie zamierzam wchodzić do środka. Zobaczyć jeden meczet to widzieć jakby wszystkie, a widzieliśmy już ich kilka. Wystarczy. Zamiast tego oglądam sobie panoramę miasta i ludzi. Dużo miejscowych , turystów prawie nie ma . Nie widać też facetów w krótkich spodniach ( to ja) , w ciągu całego pobytu spotkaliśmy raptem kilku i to bardzo młodych. W ogóle nie widać za kobiet z obnażonymi ramionami. T-shirt to największa ekstrawagancja , jaka jest dopuszczalna wśród pań.
Ze wzgórza schodzimy wprost na egipski bazar , w którym dominują przyprawy . Kolorowe kopce przyciągają wzrok, czasem można dostrzec sklepik z baklavami , kapiącymi od miodu. Wąskimi uliczkami w tłumie ludzi przeciskamy się do wyjścia.
DSC09734bJeszcze tylko pożegnalna kawa w jednej z restauracji i rozliczamy się z Anią. Bardzo jesteśmy zadowoleni z jej usług,ma wielką wiedzę, znajomość miasta , no i mówi po turecku.Zarobione pieniądze chce wydać na łąkę w Macedonii, pokazuje zdjęcia.
Rzeczywiście , wygląda pięknie , kawał ukwieconej ziemi z widokiem na jezioro Ohrydzkie. Powodzenia !
Mariola rzuca propozycję , abyśmy wybrali się wieczorem na sziszę. Propozycja zostaje zignorowana, w grupie są ludzie o większym ego od jej i sprawia im satysfakcję możliwość narzucania swojej woli.
Pojednawczo proponuję , że zajdziemy tam jutro , jako podsumowanie naszej wyprawy. Jacek chce przed odjazdem jeszcze zjeść dobry , rybny obiadek a Dorota marzy o całodziennym pławieniu się w słońcu na dachu hotelu więc musimy sobie ułożyć plan na  ostatnie dni.
Dzisiaj jeszcze , Dorota proponuje Marioli saunę w piwnicy. Relaksujemy się solo, wieczorkiem idziemy na obiad do pobliskiej , całkiem sympatycznej restauracji.restaurant

Tydzień w Stambule 2018 # 4 Zostaję bejem

DSC09980b

Ania jest osobą wszechstronnie uzdolnioną, jest etnografem i antropolożką, doktoryzuje się w Stambule i Oslo , w wolnym czasie jest przewodnikiem. Przez kilka lat pobytu w Turcji bardzo dobrze poznała Stambuł , mam nadzieję , że pokaże nam miejsca do których sami byśmy nie trafili.
I rzeczywiście – proponuje przeciwny  do już znanego nam kierunek, jedziemy tramwajem i metrem na zachód , pooglądać pozostałości starych murów obronnych i bramę Edirnekapi.
Mury miasta budowano od zawsze , ale prawdziwy system obronny stworzony został za panowania cesarza Teodozjusza II (401-450), który władcą imperium został w wieku 7 lat.
mihrimahTo na jego rozkaz zbudowano słynne Mury Teodozjusza . Rozciągają się one na długości prawie 7 km km od morza Marmara do Zatoki Złotego Rogu.Na mury wstęp jest zabroniony, ale z Anią znajdujemy ścieżkę , całkiem stromą i tylko trochę niebezpieczną i wchodzimy kilka metrów w górę. Widok na zatokę jest przepiękny, choć mgiełka nie daje o sobie zapomnieć. DSC09751bSchodzimy i przez bramę Edirne ( Edirnekapi Surlari) wracamy do starej części miasta wprost do meczetu sułtanki Mihrimah ( Mihrimah Sultan Camii ).To właściwie pierwszy , duży meczet który zwiedzamy , jest bogato ozdobiony i robi spore wrażenie . Jest zbudowany przez najsłynniejszego budowniczego epoki ( XV-XVI w) – Sinana.
DSC09753bWarto dodać , że księżniczka Mihrimah jest jedną z głównych bohaterek znanego także i u nas tureckiego serialu „Wspaniałe stulecie”.
DSC09759bWąskimi uliczkami zmierzamy w kierunku Złotego Rogu.Jest prawie całkiem pusto , jaka ulga w porównaniu z zatłoczonym śródmieściem.Domki są niewysokie , stare i urocze, prawdziwy klimat Orientu.
DSC09907bMuzeum Chora , do którego dochodzimy po kilkunastu minutach to kościół, zamieniony w XVI w. na meczet. Odbyło się to prawie bezboleśnie, chrześcijańskie mozaiki po prostu zamalowano. Teraz trwają prace nad przywróceniem pierwotnej wersji zdobień , co oczywiście nie udaje się w pełni , ale efekt jest i tak bardzo satysfakcjonujący. Mozaiki przedstawiają sceny z życia Marii i Chrystusa, w przedsionku umieszczono portrety Proroków i świętych Starego i Nowego Testamentu.
DSC09769bRuszamy dalej , błądząc wśród krętych uliczek. Czas na odpoczynek , docieramy do miłej restauracji Molla Aşki, której głównym atutem jest piękny widok z tarasu na miasto . Popijamy herbatę i sok z granatów, turecki specjał.
20180501_124230bNaszym kolejnym celem jest meczet Eyupa , bardzo zatłoczone miejsce. Jest gorąco ale tłumy wyznawców , pielgrzymujących do grobu Eyupa, towarzysza Mahometa ,chętnie ściągają w to miejsce .
DSC09838bNaszym hitem jest parada chłopców , ubranych w sułtańskie kostiumy. To ich święto , dziś zostali obrzezani i chcą się tą nowiną podzielić ze wszystkimi. W Stambule , a pewnie i w innych miastach jest mnóstwo sklepów , oferujących przepyszne,bogato zdobione stroje . Kojarzy mi się to z naszą I Komunią , kiedy to dzieci stają się młodzieńcami ( lub pannicami).
Malowidła w ChoraDookoła rozciąga się dzielnica Fener-Balat , zamieszkana przede wszystkim przez ludność pochodzenia greckiego. DSC09790bDomy , jedno- i dwupiętrowe są w większości podniszczone, ale na parterze znajdują się różne fajne zakątki – kafejki, małe księgarnie , antykwariaty. Teraz stała się modną dzielnica artystyczną i ceny nieruchomości szybują w górę, ale nadal można trafić na przyzwoitą cenę ,od 200 000 TL za kamienicę, co prawda w kiepskim stanie technicznym.
DSC09787bBardzo fajnie się tu spaceruje , ale prawie ugotowani powoli ( to ja ) i szybciej ( inni) chcemy dostać się do ostatniego punktu naszego programu. Na wzgórze Pierre Loti można dostać się kolejką linową, ale Ania spojrzawszy na długość kolejki do kolejki zarządza marsz .
Idę ostatni, więc nikt nie widzi mojego wzroku skierowanego ku niebu. Kilkanaście minut wdrapujemy się stromym skrótem przez cmentarz , krok za krokiem , powoli mam dosyć.DSC09855bAle za chwilę docieramy do normalnego , turystycznego traktu i z góry spoglądamy na panoramę miasta i Złotego Rogu. O kolejce w dół nie ma co marzyć ,ale idzie się teraz dużo łatwiej. Teraz tylko żabi skok do przystani promowej , w drodze do Kadıköy zatrzymuje kilka razy więc podróż trwa dość długo , ale mi to nie przeszkadza – lepiej dobrze jechać niż źle iść. Anią sugeruje , abyśmy zjedli lunch w fajnej restauracji na Eminönü , rezerwuje stolik dla ” Marek-bey i przyjaciele” . I tak zostałem bejem, co oznacza po prostu „panem” , ale brzmi dużo bardziej egzotycznie.
Żegnamy się z naszą przewodniczką do jutra i przechodzimy mostem Galata na drugą stronę zatoki. Restauracja Hamdi znajduje się niedaleko , wygląda bardzo zachęcająco , ale beja Marka i ekipy spodziewali się dopiero za pół godziny. Jednak bystry szef sali , po naszym zapewnieniu , że nie będziemy spożywać dłużej niż dwie godziny znalazł nam miejsce najlepsze z możliwych, w wykuszu , z widokiem na Złoty Róg i plac przed nim.Lahmacun
Ania rekomendowała nam na przystawkę lahmacun , co okazało się małą pizzą , plackiem o wielkości talerzyka. Smaczne.Innych dań proponowanych przez nią nie było , wybieramy na chybił – trafił – średnie i drogie.
DSC09863bJestem mocno zmęczony , widok szeregu żółtych taksówek nasuwa mi myśl , że możemy wrócić samochodem.Bez zastanowienia  oburzona ekipa protestuje głośno. Nie wiem z jakiego powodu, jazda taksówką nie byłaby wiele droższa od tramwaju a nieporównywalnie wygodniejsza – klima, miękkie siedzenia ,ugotowane nogi odpoczną. No cóż, poziom empatii u niektórych szoruje po dnie.
Gnieciemy się w tramwaju , Turcy patrzą nieprzyjaźnie , zajmuję trzy razy więcej miejsca w tym ścisku niż oni , do tego swojego miejsca wymaga też plecak.Wychodzę , wypychając z wagonu wszystkich po drodze,zwisają mi tureckie przekleństwa .
Nie mam zamiaru ruszać się dziś już nigdzie , spędzam wieczór leżąc na łóżku. pucybut

Tydzień w Stambule 2018 # 3 Nie ma to jak Azja

Nowy-1W dzisiejszych planach jest zmiana kontynentu. Moja Żona i ja jesteśmy fanami Azji , w przeciwieństwie do naszych przyjaciół , którzy jej się obawiają, więc może parę kroków po azjatyckiej ziemi nastroi ich bardziej pozytywnie.
Stacja metra jest zaraz obok przystanku tramwajowego, jak co dzień mijamy intrygujące miejsce. Na ulicy Ordu jest bankomat , który cały dzień otoczony jest nie budzącymi zaufania typami. Nie wiem , co tam robią , ale pewno nie są to banalne transakcje , sądząc po napięciu , które im towarzyszy. Inflacja mocno galopuje , być może ona ma związek z tymi operacjami finansowymi.
Do kolejki metra zjeżdża się bardzo głęboko,ale korzystając z ruchomych schodów nie jest to męczące. Dla fit-ludzi na schodach namalowano oznaczenia – pierwszy schodek to 1 kcal, drugi – 2 i tak dalej. Ale w górę. Mimo to motywujące.Może jak będziemy wracać na pewno z nas  ktoś sprawdzi swoją kondycję.
DSC09694bZ przesiadką lądujemy na azjatyckim brzegu, na stacji Üsküdar. Ta część Stambułu wygląda na pierwszy rzut oka bardziej prowincjonalnie niż nasze Fatih. Jest spory ruch , dookoła otaczają nas remonty nawierzchni, postanawiamy iść brzegiem Bosforu , licząc , że uda nam się zobaczyć z bliska choć kawałek wody. I rzeczywiście , nadbrzeże jest dostępne , co chętnie wykorzystują miejscowi, goszcząc się na drewnianych ławkach. Ktoś mądry wyposażył je także w materace, siedzi się naprawdę wygodnie a widok jest zajmujący.  Całe rodziny jedzą wspólnie posiłki, dzieciaki biegają i kąpią się w nie bardzo ciepłych i czystych wodach , zakochani melancholijnie wpatrują się w nie tak odległy przeciwny brzeg cieśniny.  Na wodzie jest spory ruch , cieśnina to jeden z najbardziej zatłoczonych akwenów świata, wg. Wikipedii : Bosfor (tur. Bogaziçi, gr. bosporos – przejście, przeprawa dla bydła) – cieśnina łączącą Morze Czarne z Morzem Marmara, położona między Półwyspem Bałkańskim a Azją Mniejszą, oddziela Europę od Azji. Wraz z cieśniną Dardanele (na południu) łączy Morze Egejskie z Morzem Czarnym.
DSC09690bLiczy ok. 30 km , gdybym miał rower to pewnie zdecydowałbym się popedałować  nad Morze Czarne. Ale nie mam i pozostaje spacer. Mijamy Maiden’s Tower, mikro-wysepka leży 200 metrów od naszego brzegu, po raz pierwszy została zagospodarowana przez greckiego wodza Alcybiadesa, od tego czasu wieża zmężniała i mimo burzliwych losów przetrwała do dziś. Można na nią popłynąć łódkami ( jest tam restauracja i punkt widokowy) , ale częściej mija się ją płynąc promem czy statkiem wycieczkowym. Dochodząc do przystani promowej w miejscu , zwanym Harem decydujemy się odbić na ląd. Wymaga to trochę wysiłku, bo droga prowadzi pod górkę , chciałoby się gdzieś zatrzymać , ale wokół tylko domy mieszkalne.
Pierwsza knajpka nie zyskuje aprobaty, podobnie druga i trzecia. Nie bardzo mi się podoba takie wybrzydzanie, bo chce mi się pić, jest gorąco a włóczęga między domami pochłania sporo energii.Wreszcie na placyku z rondem dookoła kusi nas miła restauracja  Zekibey Iskender. Szef o wyglądzie ambasadora zaprasza nas do stoliku, za chwilę zjawiają się kelnerzy z mnóstwem przystawek, niestety piwa nie mają.

zekib

/obr. ze strony www. restauracji/

Zamawiam Döner Kebab , mimo , że mam kiepskie doświadczenia z Polski. Ale trzeba spróbować wzorca dla porównania. Jest super – cienkie plasterki mięsa , niezbyt mocno przypieczone , do tego trochę warzyw i placki pszenne. Dorota zamawia serową pidę , coś w rodzaju cienkiej pizzy , podają ją pokrojoną w paski. W ogóle z jedzeniem moja ekipa ma problem, bo moja Żona szuka tylko dań wegetariańskich , a z tym wbrew pozorom w Turcji jest kłopot, Jacek gustuje w daniach z ryb a Mariola nie je nic poza pieczonymi kurczakami.
pideJa jestem generalnie ugodowy , ale kiedy jestem głodny to wkurza mnie to wertowanie menu w pięciu kolejnych lokalach, bo rzadko który spełnia te trzy warunki. No i żeby było czysto. I nie śmierdziało baraniną ( Dorota nie trawi tego zapachu) .
Trochę mnie dziwi tak skromny wybór potraw z zieleniny , mają przecież wielki wybór lokalnych warzyw i owoców praktycznie przez cały rok. Ale jeszcze bardziej to zawsze mnie zastanawia dlaczego ludzie w obcym kraju nie chcą porzucić , choćby na te parę dni, swoich przyzwyczajeń domowych. Ciągle tylko słyszę – tego nie lubię , tego nie jadam ,tego się boję … Wkurzają mnie wspominki , jakie to specjały przygotowują w domu i czego by właśnie teraz nie zjedli.
Dla mnie wyjazd do obcego kraju to symboliczne zatrzaśnięcie za sobą drzwi. Jesteśmy tu i teraz i nie ma to tamto.
DSC00002bPijemy świeżo wyciśnięty sok z granatów, jest kwaśny i orzeźwiający , o karminowej barwie. Jedzenie w sumie nam służy , nie mamy żadnych sensacji żołądkowych , poza Jackiem , który przesadził z ayranem , ale sprawa chyba wyjaśniła się jeszcze przed wyjściem z hotelu.
Ayran to napój mleczny , taki słony , trochę rzadszy jogurt i jak to jogurt pobudza pracę jelit , nie przerywając snu…
Po kilku krokach orientujemy się , że dochodzimy do miejsca , z którego wyszliśmy. Trafiamy na bazar i Jacek jest w swoim żywiole – ryby , wszędzie ryby dookoła… Dzisiaj już da nam spokój , ale jutro koniecznie musimy tu przyjść na obiad.
Dorota ma problem z telefonem , znajdujemy serwis , sympatyczny pan stwierdza , że jest rozładowany , prosimy o podłączenie do ładowarki , wrócimy za pół godziny. Trochę kręcimy się po okolicy, kiedy wracamy telefon nabrał już trochę wigoru, sprzedawca nie chce pieniędzy . Odwzajemniamy się dobrym słowem i uśmiechami. Ale z telefonu nie będzie pożytku, zawiesza się co jakiś czas, chyba potrzebuje zmiennika.
Mamy dylemat , czy wracać metrem czy promem , wybieramy to drugie , wypływamy za kilkanaście minut. Ale jeszcze przed wypłynięciem Jacek znika w toalecie , ayran to twardy zawodnik i nie daje łatwo za wygraną ,ale to człowiek jest zwycięzcą w tym pojedynku i chłop wkrótce wraca z rozjaśnioną twarzą. W metrze miałby poważny problem.
Zatłoczonym tramwajem dostajemy się do hotelu , Dorota namawia mnie do odwiedzenia przybytków w hotelowej piwnicy . Zaliczamy po kolei basen, saunę parową i fińską , ale z w hamamie daję za wygraną – łapie mnie skurcz przy leżeniu bez sensu na kamiennym stole.
Grzeczność grzecznością ,ale o zdrowie każdy dba tak , aby sobie nie zrobić krzywdy.
Çinili Hamam

/obr. z neta nie z naszego hotelu , ale tak mniej więcej się czułem w hamamie/

Wieczór spędzamy jak co dzień wspólnie w pokoju .Od kiedy nasi sąsiedzi przysłali nam w nocy obsługę , że niby głośno się zachowujemy to zmieniliśmy lokal.Fakt , ściany są cienkie; fakt , że można za głośno wspominaliśmy stare czasy; fakt, że mieli małe dziecko , które nie mogło spać ,ale przysyłać recepcjonistę ? Wystarczyło przecież walnąć parę razy butem w ścianę…
Opowiadamy sobie pierdoły , choć się z Mariolą i Jackiem znamy się pewnie ze dwadzieścia lat i w zasadzie wszystko już sobie dawno opowiedzieliśmy. Sprawdzam jeszcze maila , Ania pisze , że jutro będzie u nas o 9 rano , proszę o przesunięcie godziny , bo po burzliwej nocy wczesna pobudka nie spotka się ze zrozumieniem.20180504_080528b

Tydzień w Stambule 2018 # 2 Na Taksim

DSC00015bKolejny dzień zaczyna się jak w Dniu Świstaka – na dworze pochmurno , śniadanie na ósmym piętrze , na ulicy ruch.
Dziś celem jest słynny, owiany złą sławą plac Taksim. Zamieszki w 2013 roku mocno zachwiały władzą prezydenta Erdogana , ale paradoksalnie przyczyniły się do jej umocnienia .
Dziś prasa niezależna nie istnieje, budzący wiele wątpliwości pucz skończył się uwięzieniem prawie całej kadry dowódczej wojska.
635069703511500000

/obr.z neta/

Idziemy niemrawo bo ludzi już jest mnóstwo, szybka decyzja – jedziemy tramwajem.
Najpierw jednak musimy zaopatrzyć się w kartę. Istanbul kart to karta przedpłacana , kosztuje 5 TL ( tureckich lira) , sam przejazd w zależności od środka transportu kosztuje 2-3 TL. Tureckie lira w momencie podejmowania decyzji o wyjeździe stanowił równowartość złotówki. Teraz kurs spada na łeb i szyję i za 100 TL płaci się 80 PLN , oczywiście w przeliczeniu z Euro czy dolarów.
Łatwo więc oszacować ceny , w tej chwili jest trochę taniej niż u nas.
Do tramwaju nie jest łatwo się dostać , przystanki są ogrodzone i wejść na niego można dopiero po zaakceptowaniu płatności przez czytnik na bramce.Właściwie to dla naszej czwórki wystarczyłaby jedna karta, można ją kilkakrotnie skanować , byle tylko ilość środków na karcie byłą wystarczająca.Przed amatorami bezpłatnych wejściówek broni posterunku odziany znacząco jegomość. Taki system powoduje , że nie potrzebna jest instytucja kanarów, po prostu do tramwaju nikt nie wejdzie nie zapłaciwszy za bilet.
Tramwaje jeżdżą co kilka minut, w szczycie nie uda się zmieścić wszystkim, ale nie ma problemu – za minutę podjedzie następny. kart
Teraz , przed południem ,w tramwaju jest jeszcze luźno , chwilę zasiadamy na krzesełkach aby wysiąść na ostatnim przystanku.
Idziemy spacerkiem wzdłuż wybrzeża Bosforu .Zatoka wbija się w ląd oddzielając dwie części europejskiego Stambułu. Kiedy jednak natykamy się na pozawijaną kilkudziesięciometrową kolejkę postanawiamy zejść w głąb lądu. Tu ludzie czekają na wejście do Dolmabahçe, pięknego pałacu ,zbudowanego przez sułtana Abdulmecida , który słabo wyszedł na tej inwestycji – przerosły go koszty budowy i utrzymania co skończyło się bankructwem państwa. W sumie niesamowite – jeden dom , choćby i duży i państwo upada… W 1923 roku pałac przejął Mustafa Ataturk i ustanowił swoją siedzibą.
Oglądamy go z zewnątrz, na tyle na ile jest to możliwe – dość skutecznie zasłaniają go dziesiątki autokarów i nielichy tłumek ludzi.
20180429_112408bOdbijamy więc w głąb miasta, tradycyjnie pod górkę . Stambuł jest bardzo malowniczo położony na wielu wzgórzach co w 50% mi odpowiada – wtedy kiedy się schodzi w dół.
Ale wzgórza nie są wysokie , dajemy radę bez specjalnej zadyszki. Mijamy duży stadion Besiktasu, naprzeciwko idzie dwóch pucybutów do pracy. Nagle pod nogi Jacka spada szczotka, kolega grzecznie woła do kolesia, ten wylewnie mu dziękuje i w rewanżu proponuje wyczyszczenie butów. Na nic protesty ,pan już rozkłada warsztacik i zaczyna pucować adidasy . My już idziemy przodem , Jacek za chwilę nas dogania , w błyszczących adidasach ,ale coś wnerwiony.
DSC09625b

/to tylko ilustracja, ten wygląda poczciwie/

Okazało się , że pucybut zażądał po 100 Euro od każdego buta… w promocji za zwrócenie szczotki, normalnie bierze 200. Dopiero groźba wykonania telefonu na policję spowodowała , że gość oddalił się , mrucząc pod nosem przekleństwa w obcym języku.
Teraz kiedy o tym myślę , to jestem prawie pewien , że koleś upuścił szczotkę celowo …
Zdarzenie nie zepsuło nam humorów, człowiek bywały w świecie nie przejmuje się pierdołami.
A jeszcze dzisiaj spotkani w windzie Polacy ostrzegali nas przed oszustami , barwnie opowiadając swoje przypadki.Banalne – jakieś 5 Euro , jakieś 50 Euro,my dziś byśmy ich spokojnie przelicytowali.
Krętymi uliczkami wreszcie dochodzimy do niewielkiego parku ,to Taksim Gezi Park. To o niego wybuchła awantura, tu miały powstać bloki mieszkalne, ale mieszkańcy zaprotestowali .Skutecznie.
Siadamy na ławeczce i gapimy się na ludzi. Krążą roznosiciele herbaty w małych szklaneczkach , zwanych tulipanami. Herbata turecka jest przepyszna, zwłaszcza z
kosteczką cukru.Pijemy ją , gdzie tylko można , ale akurat szklaneczki u roznosiciela w parku nie budzą zaufania.
20180429_121546bPlac jest rzeczywiście spory, choć daleko mu do Tienanmen w Pekinie. Ale tak tu jak i tam plac poprzetykany jest metalowymi bramkami, stoi wóz opancerzony z grupką policjantów. Sporo jest też jakiś łazików,pucybutów, parkingowych, roznosicieli gazet czy herbaty badawczo lustrujący przechodniów.
A tych jest sporo , jest niedziela i mnóstwo ludzi w koszulkach piłkarskich udaje się w kierunku z którego przyszliśmy. Dzisiaj derby Stambułu – Besiktas kontra Galatasaray , może być gorąco.
taksim2bAle kibice zachowują się póki co wzorowo, żadnych krzyków i zaczepiania przechodniów. Może zbierają siły na pomeczowe rozrachunki.
Do stacji metra idziemy ulicą İstiklal ,  czyli ulicą Wolności. Na deptaku przewalający się w obie strony tłum ,  rzadko można spotkać obcokrajowca.
Miło spojrzeć wreszcie na dziewczyny, całkiem europejskie i piękne. Staranny makijaż , podkreślone ciemne oczy , gładka cera, sporo twarzy okolonych różnobarwnymi , jedwabnymi chustami co dodaje im trochę tajemniczości.
istiklal2bDeptak jest długi , poruszamy się też powoli , z ulgą witamy stację metra Şişhane.
Wracamy do hotelu na sjestę , na wieczór umawiamy się do wyjścia na sziszę. Dziewczyny wypatrzyły sziszarnię niedaleko Bazaru,wejście jest co prawda przez mały cmentarzyk , co mogłoby by być dla bardziej strachliwych pewnym znakiem , ale my się nie boimy bo nie zamierzamy nadużywać.
wejście do sziszarniSziszarnia jest  pełna, choć nikt z nowo przybyłych nie odchodzi z kwitkiem. Także i dla nas znalazło się fajne miejsce pod słupem.Obsługa role ma dobrze podzielone, nie ma zamieszania- kilku roznosi szisze, inny rozżarzony węgiel, bez przerwy krążą faceci z tacami pełnym tulipanów z herbatą.Przy wyjściu stoi szef i kasuje.Każdy otrzymuje osobisty ustnik , zafoliowany, więc pewnie nieużywany. Pufamy , pijemy kolejne herbatki i gapimy się na ludzi ( oczywiście prawie nie ma kobiet) , nie zapominając o inteligentnej pogawędce.
Przekonujemy się wzajemnie , że jabłkowy stuff idzie do głowy jak rakieta, choć , gdyby ktoś pytał o moje zdanie to bardziej kopie pół piwa bezalkoholowego. Ale nie chcę psuć zabawy i wygłaszam różne opinie jeszcze bardziej bełkotliwie niż zwykle.
20180428_202720bAle atmosfera jest super , chłopaki z obsługi od czasu do czasu wymieniają wypalone węgielki na świeże, podchodzi szef i potężnym chuchem pobudza je większej wydajności.
Po godzinie czy dwóch mamy dość , opiliśmy się czajem a ustach sucho od dymu. Nie mam pojęcia jak lokal wychodzi na swoje bo nikt z obsługi nie notował ile herbat wypiliśmy.Rachunki nie są trudne – szisza kosztuje 26 TL ( wzięliśmy dwie)
a herbatka 2 TL.Przy stoliku pracowicie zliczamy kasę , było to tak wyczerpujące zajęcie , że Mariola zostawia na stoliku okulary. Ale nie zdążyliśmy przejść dwóch kroków, kiedy krzyk sąsiadów uświadomił nam błąd. Czujni są , dranie.
20180428_201402bSzef dołącza naszą kasę do pęku banknotów , bez liczenia. Zaufanie to podstawa w biznesie. Obiecujemy sobie tu wrócić.
Wieczorem miasto wygląda fantastycznie a ruch jest maleje.20180504_204257b

Tydzień w Stambule 2018 # 1 Dookoła komina

20180428_110120bW tym roku weekend majowy postanowiliśmy spędzić w Stambule , stolicy Turcji. Znajomi przestrzegali nas co prawda , że tam jest niebezpiecznie, mając w pamięci obrazki z placu Taksim w jakiś czas temu , ale nam niestraszne takie doniesienia. Jedziemy we czwórkę , z dwojgiem przyjaciół – Mariolą i Jackiem.
Lot zawiózł nas z Wrocławia do Warszawy , tam przejęły nas Turkish Airways i w piątek wieczorem jesteśmy na miejscu.Samolot ma spóźnienie , więc zamówiona ( i opłacona ) taksówka odjechała już w siną dal , bierzemy następną z postoju. Oczywiście przepłacamy , ale nie zamierzamy iść na piechotę a z transportem publicznym musimy się dopiero zaprzyjaźnić .
DSC09708bNasz hotel – Ikbal DeLuxe kusi nazwą , ale rzeczywistość mija się z wyobrażeniami i fotkami z internetu. Ale jest w porządku, mieszkamy w centru m starego miasta , a właściwie jego części handlowej. Handlu hurtowego , dla jasności. Po załatwieniu krótkich formalności i objęciu w posiadanie niezbyt dużego pokoju udajemy się na pierwsze zwiady po okolicy.Ruch jest jeszcze spory , choć zamierający, jest prawie 20 , czas w stosunku do naszego jest przesunięty o godzinę do przodu.
Uliczki przecinają się pod różnym kątami , łatwo się zgubić.Nadal podświetlone są witryny sklepów , nasze panie wydymają usta,chyba handlowcy będą musieli obejść się smakiem.
20180504_204650bW małym sklepiku robimy pierwsze zakupy i wracamy do hotelu na powitalnego drinka.
Nasze krótkie wczasy zaczynamy od śniadania na górnym piętrze hotelu, warzywa, trochę owoców, biały i żółty ser , jakieś wędliny o dziwnym wyglądzie , no i znakomita kawa z ekspresu , jest nawet moja faworytka – mokka (mocha).
Ranek jest pochmurny , trochę mnie to martwi ze względu na fotki , ale za godzinę czy dwie robi się słonecznie i ciepło. Od morza dmucha jednak od czasu do czasu
podstępny , zimny wiaterek , dziewczyny na przemian zdejmują i ubierają kurtki.
Pierwsze kroki prowadzą nas pod górkę , do głównej ulicy – Ordu caddesi.Jeżdżą tramwaje , autobusy , taksówki , tylko wsiadać i jechać przed siebie.
755x390-o-tarihi-cadde-artik-yaya-yolu-olacak

/obr.z neta/

Ale na razie nie skorzystamy z transportu. Idziemy w górę ulicy, wszystko jest ciekawe, towar w sklepach też inny od naszego.Dochodzimy do niewielkiego , rozkopanego placyku, po lewej stronie jest wejście do Grand Bazaru.Na wejściu bramka z wykrywaczem metali , stoi policjant, wszyscy spokojnie przechodzą , mimo , że bramka piszczy prawie bez przerwy.
DSC09598bPamiętam Wielki Bazar jeszcze sprzed ponad pięćdziesięciu lat , byłem tu z rodzicami i bazar robił wielkie wrażenie. Teraz jest pustawo , może to na skutek wczesnej pory.
I rzeczywiście – krążymy już tu ponad godzinę i tłum gęstnieje.Koło południa nie można już swobodnie przejść. Jak 50 lat temu…
DSC09602bWychodzimy spoceni i sponiewierani , bramka piszczy, nadal nikt nie reaguje.
Na zewnątrz temperatura też się podniosła więc naganiacze oferujący skórzane kurtki i kożuchy nie bardzo pasują do sytuacji.
Mamy szczęście , bo udało nam się wyjść tym samym przejściem , którym wchodziliśmy i kontynuujemy nasz spacer w kierunku Sultanahmet.
Tu mieszczą się ikony Stambułu – meczet Hagia Sofia, Błękitny Meczet , pałac Topkapi , cysterny i hipodrom.
DSC09925bSzczęki nam opadają na widok tłumów na placu między nimi. Mnóstwo wycieczek,ale i zwiedzających solo nie brakuje , w przygniatającej większość to Turcy, obcokrajowców nie widać.
Kolejka do kasy w Hagii ma chyba z dwieście metrów,potem trzeba jeszcze swoje odstać w kolejce do wejścia. Tłumaczymy sobie , że to sobota, może mają wolne , przyjdziemy w normalny dzień.
Fajnie jest siedząc na ławeczce pogapić się na ludzkie masy , wreszcie widać trochę miejscowych kobiet, na razie spotykaliśmy niemal wyłącznie facetów. W biznesach dookoła naszego hotelu , także sprzedając dziecięce ciuszki czy damską bieliznę
pracują wyłącznie mężczyźni, na ulicach w centrum też dominują panowie. Panie na placu są poubierane tak , jak komu wiara dyktuje-od wersji całkiem europejskiej po muzułmańskie nikaby , nie tylko w formie kolorowych chust, ale i ( niezbyt często) jako kompletny , czarny strój , odsłaniający jedynie oczy.
Trochę zniechęceni tłumami ruszamy dalej i dochodzimy do Eminönü.
To centralny węzeł komunikacyjny miasta. Wraz z sąsiednim Sirkeci , głównym dworcem kolejowym , obsługuje tramwaje , autobusy, metro ,taksówki i promy, płynące do Beyoğlu i Üsküdar ( już w części azjatyckiej ).
DSC00031bTu można wypłynąć w krótki rejs po Bosforze , lub dłuższy – na Wyspy Książęce, miejsce plażowania mieszkańców.
Pod wieczór idziemy jeszcze spenetrować pozostałe okolice hotelu, morze i statki na redzie widać z naszego okna więc nie może być daleko. Ale Stambuł w tej części miasta nie przyjaźni się z wodą. Nadbrzeże jest zabudowane jakimiś magazynami , jeśli ktoś liczył na spacer nadmorskim bulwarem to mógł się poczuć rozczarowany. Tak jak my.
Ta część miasta jest dość zaniedbana, na śmietniskach dzieciaki kopią piłkę , rachityczne trawniczki okupują śpiący ludzie lub rodziny , spożywające kolację.Dochodzimy do przystani promowej a ponieważ nie mamy już dziś żadnych planów wyjazdowych zawracamy do hotelu. Przechodzimy przez dzielnicę imigrantów , mnóstwo tu szyldów , reklamujących usługi cargo do Turkmenistanu, Tadżykistanu i innych republik byłego ZSRR ,ale chyba połowa mieszkańców to ludzie z dawnej Jugosławii, szczególnie najbiedniejszych – Macedonii i Bośni.
Obserwujemy zmiany na ulicach – im bliżej naszego hotelu i ulicy Ordu, tym okolica jest porządniejsza.Ustalamy , że już jeden poziom ulic poniżej naszej mieszkańcy żyją skromniej a sklepów i innych fajnych przybytków nie ma prawie wcale lub są dobrze ukryte. Ale nawet w ciemnych zaułkach nie spotykamy się z żadnymi zaczepkami czy choćby krzywymi spojrzeniami.
Po drodze kupujemy jeszcze truskawki ( 5 TL, u nas są jeszcze po dwadzieścia parę złotych) i w hotelu popijamy je polskimi napojami.DSC09785b