Laos 2015 # 3 Na rowerach (prawie ) dookoła miasta

20151107_115801

Dwa fajne rowerki w naszym hotelu podsunęły nam pomysł , aby wybrać się na nich dookoła miasta. Niestety ,były za małe dla mnie więc ruszamy w miasto , aby znaleźć odpowiedni. Miasteczko jest nieduże , życie kręci się dookoła głównej ulicy Której-Nazwy-Nikt-Nie-Zna.
Przy Night Markecie wstępujemy do biura turystycznego Green Discoveries Laos, z którymi już wcześniej korespondowałem. Mają bardzo bogata ofertę – trekkingi,od pół- do wielodniowych, wyprawy na słoniach, rowerach, kajakach. Trudno coś wybrać.
Decydujemy się pół dnia trekkingu i pół dnia kajaków, z noclegiem w wiosce mniejszości etnicznych, od jutra. Takich wiosek , zamieszkanych przez odcięte od świata plemiona- Akha, Kmun , Hmong jest tu dookoła mnóstwo.Zachowują swoją tożsamość z coraz większym trudem , uroki cywilizacji kuszą i teraz na świecie trudno obyć się bez komórek ( zasięg jest w największej głuszy) czy narzędzi do pracy.
Wybieramy krótkie, lajtowe wycieczki ,nie jesteśmy pewni swojej kondycji po długiej podróży. Na takim trekingu byliśmy
już w Tajlandii po dżungli Khao Sok, bardzo miły spacer połączony z obserwacją przyrody – ożywionej i nie.Z kolei do kajakowania przekonaliśmy się w czasie tegorocznego spływu po Wdzie, bardzo relaksujące przeżycie.

20151107_130800
Wpłacamy zaliczkę ( ostateczna cena jest związana ilością uczestników , na razie razem z nami to 4 osoby), uzgadniamy szczegóły i ruszamy na poszukiwanie roweru. Wybieramy Treka , wygląda solidnie, 30 000 kip ( 15 zł) za dzień.
Wracamy do hotelu , zabieramy rower dla Doroty i kierując się mapką otrzymaną od uprzejmego recepcjonisty ruszamy w trasę.
Na szkicu są wymalowane przykładowe trasy, sugerowana przez recepcjonistę ma 25 km i na nią się decydujemy.
Ruch na ulicach nie jest zbyt duży , można powiedzieć , że jest prawie pusto , jadę przodem i nie muszę się odwracać , aby
wiedzieć, że Dorota jest max 20 za mną,Z takiej odległości słychać popiskiwania jej roweru.
Ulice nie są zbyt ciekawe, ale dojeżdżamy do położonego na wzgórzu Watu – That Luang Namtha, jest tu naprawdę miło , gorąco ale wieje lekki wietrzyk.

DSC06715
Podziwiamy widok z pagórka na miasto i w dobrym nastroju ruszamy w dalszą trasę. Po kilkuset metrach zjazdu Dorota skarży się ,że bolą ją dłonie od ciągłego hamowania, hamulce prawie nie działają i musi je ściskać z całej siły.
Chwila relaksu przy moście musi wystarczyć , podziwiając coraz ładniejsze  okolice zjeżdżamy z szosy na piaszczysto- kamienistą ścieżkę,kierując się do wodospadu  Nam Dee.

20151107_125034_001

Droga prowadzi lekkimi wzniesieniami wzdłuż zabudowań kolejnych wiosek , jedzie się dość ciężko. Przy kolejnym podjeździe , przy mocniejszym naciśnięciu pedałów w rowerze Doroty spada łańcuch. Nakładamy go szybko , teraz jednak wiem , że kiedy pisku nie słychać to trzeba zawrócić i pomóc przy naprawie , chociaż w większości przypadków moja dzielna Żona radzi sobie sama.
Robi się gorąco , poruszamy się niemrawo, biorąc poprawką na defekty sprzętu.
Po kolejnym postoju , kiedy wydaje się , że damy za wygraną widzimy tabliczkę z drogowskazem , do wodospadu zostało kilkaset metrów.
Wreszcie jest, małoletni kierownik z pochmurną miną sprzedaje nam bilety, zostawiamy rowerki i piechotą dostajemy się do wodospadu. Dróżka jest bardzo miła, wszechobecna wilgoć jest miła odmiana po spiekocie szutrówki.Czuć zapach tropikalnego lasu, dźwięki lasu mieszają się z szumem rzeki. Wodospad jest nieduży , 3 , może 4 metry wysokości,moczymy nogi ale nie decydujemy się kąpiel. Generalnie te wodospady w Azji są mocno przereklamowane.

RIMG1201
To co oni nazywają wodospadem u nas byłoby jedynie kaskadą, niewartą wzmianki. Być może w porze deszczowej wyglądają bardziej efektownie.
A pora deszczowa ( czytaj : brak turystów) to w Laosie okres od kwietnia do października.Gdyby kogoś kusił przyjazd tutaj w
tym okresie to musi się liczyć z ciągłymi opadami, z niewielkimi przerwami w ciągu dnia. Ale z kolei to, razem z wysoką temperaturą,  powoduje ,że roślinność szaleje. Nie możemy się nadziwić , że roślinki , z taki trudem hodowane w domu tu rosną bez niczyjej pomocy jako drzewa, na przykład kilkumetrowe drzewka bożonarodzeniowe.
Miły relaks nad wodą dodaje nam sił.Teraz raczej już tylko zjeżdżamy w dół, co  prawda szarpiemy się jeszcze raz z łańcuchem , który wyjątkowo mocno się zakleszczył, ale staramy się jechać ostrożnie i jakoś to idzie.Mój Trek jest wyjątkowo sprawny , przy zjeździe z byle górki rozpędza się jak rakieta i muszę też mocno pracować hamulcami , aby nie wylądować na kamieniach. Po drodze mijamy czerwonych z wysiłku rowerzystów , zmierzających do wodospadu,obdarzając ich współczującymi uśmiechami. Nie wiedzą ,że została  im jeszcze dobra godzina pedałowania pod górkę …

DSC06724
Wreszcie docieramy do szosy, teraz jest dużo łatwiej . Kierując się mapką objeżdżamy miasto z drugiej strony. Mamy trochę już dosyć,proponuję skrót do hotelu ale Dorota wetuje propozycję , bo skrót to kolejna piaszczysto-kamienisto-rozrywkowa dróżka. Woli jechać dłuższą ale przyzwoitą  drogą .Mijamy pola ryżowe, wszędzie spory ruch , to czas żniw, gdzieniegdzie pracują proste młockarnie, w innym miejscu podjeżdżają już ciężarówki. Jest bardzo gorąco , pedałujemy szosą z coraz mniejszym entuzjazmem , a jej końca nie widać.

DSC06728
Co gorsza , wygląda no to , że oddalamy się od miasta.
Wreszcie Dorota kapituluje i proponuje zjechać jak najszybciej w stroną hotelu.Ok, więc zjeżdżamy, dróżka oczywiście piaszczysta, wjeżdżamy do wsi , na rozstajach  dróg   pytamy dzieciaki w którą stroną na Nam Tha, po potwierdzeniu dostajemy wiatru w żagle.  Przejeżdżamy przez wioskę i docieramy do szerokiej , brązowej rzeki.Kąpiące się dziewczyny zakrywają się ręcznikami , chichocząc. Nam jednak nie było do śmiechu bo mostu nie było widać ani z prawa ani z lewa.
Milcząc odwracamy się pięcie i ruszamy z powrotem. Nawet nie mam pretensji do dzieciaków, ta rzeka nazywa się Nam Tha…
Wjeżdżamy z powrotem na szosę,pod nosem mamroczę o marnych skutkach nadmiaru demokracji, Dorota udaje ,że nie słyszy.
Po kilku kilometrach na rozpalonej szosie skręcamy dróżkę do wsi, wg. mapki gdzieś tu powinien być most przez rzekę. Droga wije się wokół zabudowań i coraz bardziej się zwęża.Wreszcie docieramy nad rzeką, jest most, a właściwie mostek.Chyba zbudowany przez mieszkańców , wygląda,hmm, delikatnie.Boję się trochę jest pomyślany z myślą tylko o lokalesach a nie o ludziach o słusznych gabarytach, ale trzeba spróbować.Schodzę z roweru, patyczki służące jako kładka trzeszczą niepokojąco a konstrukcja się chybocze.

DSC06742
Chodzi mi po głowie, czy nie przejść mostu na kolanach, ale rower musiałbym chyba przywiązać sobie do kostki u nogi a nie mam sznurka.
Jakoś udaje nam się dotrzeć na drugi brzeg, tam cierpliwie czeka na nas dziewczyna na motorku, na moście nie dalibyśmy rady się
wyminąć.Kiedy stajemy na ziemi rusza bez wahania , nie zsiadając z motorka.Dobrze ,że nie zdecydowałem się na czołganie po moście…
Jesteśmy już w mieście , po drodze do hotelu oddajemy mój rower i zatrzymujemy się w biurze turystycznym , aby zabukować bilety na autobus do Luang Nam Prabang , dokąd chcemy wyjechać po wycieczce w dżunglę. Miły szef roztacza przed nami wizje podróżowania w różnych wariantach -minivanem , busem czy VIP busem, ceny nie różnią się zbyt od siebie ( od 120 000 do 180 000 kip), wybieramy więc wersję najdroższą .
VIP bus oferuje rozkładane siedzenia i indywidualną klimatyzację, co nie jest bez znaczenia przy ośmiogodzinnej podróży.Przy okazji udaje mi się namówić pana na zorganizowanie lokalnego napitku wyrabianego z ryżu  pod nazwą LaoLao ,według miejscowych „whisky” ( wymawiają „wiki”).
Cena przystępna , 15 000 kip ( 7,5 zł) za 1 l, jakość sprawdzimy w hotelu.
W hotelu pakujemy się jutrzejszą wyprawę, do plecaków tylko najpotrzebniejsze rzeczy typu aparat foto czy butelka wody,kosmetyki , ręczniki i ciuchy potrzebne do przetrwania nocy w dżungli pakujemy do torby podróżnej.Taki system przewożenia większych bagaży do celu , bez obciążenie turystów,
jest bardzo wygodny.

Jutro wreszcie w dżunglę, nie możemy się doczekać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s