Kostaryka 2016 # 16 Do Panamy , czyli nie bój się taksówkarza

20161118_084838Ulewa dzwoni o dach , zaczyna śmierdzieć z kanalizacji. Obydwoje budzimy się około czwartej, za oknem słychać , jak woda chlupocze, wygląda na to , że zaraz z tą naszą budką spłyniemy do morza.
I tak długa noc wreszcie mija, kiedy koło piątej robi się jaśniej wychodzę przed domek. Wody jest sporo , ale chyba większość od razu jakoś spływa do morza , bo mimo kilkudniowej ulewy koło nas płyną tylko mniejsze i większe potoczki a nie tworzą się rozlewiska.Kiedy  wracam Dorota już wstała, deszcz grzmi o dach jeszcze bardziej wkurzająco. Usiłuję sobie przypomnieć , jak to jest mieszkać w cichym , suchym, czystym miejscu  ale zebranie tych trzech czynników do kupy nawet w wyobraźni jest teraz niemożliwe. W nocy każde z osobna przemyślało sobie sytuację , wygląda na to , że dochodzimy do podobnych wniosków – trzeba spieprzać stąd jak najszybciej.
Jest siódma , przestało lać a na mżawką nie zwracamy uwagi. Wychodzimy na lotnisko.Już kilka kroków za domem brodzimy w wodzie, nie jest to nieprzyjemne ale wolelibyśmy chodzić po gorącym piasku. Im bliżej lotniska tym wody więcej.Część pasów jest pod wodą , obsługa lotniska wozi pasażerów właśnie odlatującego samolotu na wózkach do przewożenia bagażu.Czekamy cierpliwie na przedstawicieli linii, aby wykupić pierwszy lot gdziekolwiek ( choć samoloty latają tylko do San Jose ).
Kiedy wreszcie obsługa uporała się z odlatującymi i wróciła do biura pierwszy zaatakował ich niespotykanie spokojny Amerykanin, który chciałby się dostać na samolot dzisiaj , choć miał rezerwację na jutro.Niestety , ktoś jego zgłoszenie ( sprzed kilku dni) zaniedbał i o zmianie nikt nie słyszał. Kilkudziesięciominutowa rozmowa wyglądała jak ta z „Misia” –     ” Nie ma pana na liście  i co pan nam zrobisz ?! „. Cywilizacja amerykańska schodzi na psy, gość zamiast wyjąć colta i zastrzelić gogusia z linii lotniczych pokornie powtarzał formułkę -„Na pewno sprawę da się rozwiązać „. Biadolący Amerykanin … nie do takiego widoku Hollywood nas przyzwyczaił.

clint-eastwood-cowboy-wallpaper-wallpaper-3aKiedy udało mi się wbić z moim pytankiem o dwa wolne miejsca Kostarykańczyk poskramia mnie szybko , formułką , którą także dobrze znam – „Miejsc nie ma i nie wiadomo kiedy będą”. O ósmej przychodzi przedstawiciel Sansa Air, drugiego z przewoźników, ale zanim zadałem pytanie rzuca : „Wszystkie loty dzisiaj są odwołane”.
Obrażeni na rzeczywistość chcemy  z Żoną godnie się oddalić , ale znowu zaczęło lać i w poczekalni spędzamy prawie godzinę.
Wreszcie uznajemy, że opady są do przyjęcia i wracamy do hostelu. Zaczajam się na naszego menedżera, przychodzi za pół godziny.

rainy-day-in-puerto-jimenez

mglisty odpływ

Proszę o zorganizowanie transportu na przystań, celem wzięcia udziału w desancie na ląd stały.Pan sprawdził, prom odpływa o 11:30. , taxi będzie o 11, teraz jest 9:30, mamy sporo czasu na przemyślenia.
Zbieramy się powoli, wszystkie ciuchy są wilgotne a większość także brudne. Tworzy to specyficzny mikroklimat, który usiłujemy czarować, zamykając walizkę i nie patrząc w jej stronę.
O 11 taxi wciąż nie ma, piętnaście minut później przyjeżdża , ładujemy się do toyoty, koło lotniska woda sięga już drzwi terenówki.Udaje się przejechać, na przystani stoi już łódka.

cementery-yesterday

cmentarz wczoraj

img_0476

cmentarz dziś

Mimo obaw, że do ucieczki z tonącej wyspy będzie więcej chętnych jesteśmy w łódce tylko my i jakaś hiszpańskojęzyczna parka.
Za 6000 colonów i 40 minut jesteśmy na stałym lądzie.Spory ciężar spadł nam z serca , ale dziś chcemy uciec jak najdalej, najchętniej aż do Panamy.

rainy-day-in-puerto-jimenez4
Na razie jesteśmy wraz z młodymi na przystanku , czekając na cokolwiek, co zawiezie nas do granicy. To tylko 50 kilometrów, ale najpierw musimy się dostać do Rio Claro, które leży przy głównej drodze do Panamy. Młodzi się dowiedzieli , że autobus będzie za półtora godziny, mamy trochę czasu aby uzupełnić płyny czy wręcz przeciwnie. Raz po raz zatrzymują się tzw. collectivos, czyli taksówki zbierające chętnych po drodze i wyrzucających ich gdzie sobie życzą. Niestety , nasi nowi kompani nie są skłonni wydać kilkunastu dolarów na taki przejazd i wolą czekać na tańszą opcję , za 2 000 colonów .Ja tracę cierpliwość  kiedy pojawia się kolejny koleś , który wychyliwszy się z okna proponuje podwózkę. Po krótkich negocjacjach zgadzam się skorzystać z jego oferty.W busie siedzą jeszcze dwie niewiasty, które najpierw zawozimy na drugą stroną Golfito. Jest tam strefa wolnocłowa,którą władze otworzyły, aby zintensyfikować rozwój biznesu na południu kraju.

golfito-duty-free2

/obr. z neta/

To miejsce przypomina centrum chińskie pod Warszawą ,a ceny ( zwłaszcza elektroniki )   są ( podobno) kilkadziesiąt procent niższe od rynkowych.

golfito-duty-free

/obr.z neta/

Wysadzamy niewiasty i już pełną parą jedziemy do granicy.Widoki po drodze nie są za ciekawe – pełno zalanych terenów, nawet domy i mosty. Po drodze mijamy autobus z naszymi byłymi towarzyszami i to my jesteśmy na granicy za godzinkę , a nie oni.
Zgodnie z umową oddaję kierowcy wszystkie pieniądze , jakie mam , czyli te , które pozostały po śniadaniu mojej Żony.Gruby wozak jest usatysfakcjonowany, za chwilę kiwa nam ręką jadąc z powrotem busem pełnym nowych pasażerów.

newcolones

piękne kostarykańskie banknoty

Widok dookoła przypomina barwne czasy komuny i wielokilometrowe kolejki TIRów do granicy , mnóstwo mętnych typów , kręcących się między celnikami i biedaków, których z jakiś przyczyn pogranicznicy nie chcą przepuścić.
Idziemy do kontenera , który wskazał nam kierowca, tu się płaci 7 USD jako opłatę za wyjazd z Kostaryki. Pani przyjęła kasę i wskazuje nam budynek po drugiej stronie drogi. Idziemy po jakiś błotnistych wertepach , są cztery kasy , w tym dwie czynne.
W kolejkach nie ma prawie oczekujących , stajemy w jednej z nich ale jakiś koleś kieruje nas do drugiej, dla tych , którzy opuszczają Kostarykę.Po kilku minutach , wypełniwszy deklaracje celne ruszamy do przejścia. Koleś w czerwonym t-shircie jest bardzo pomocny, pokazuje jakieś dokumenty , mające świadczyć , że jest wiarygodny i bardzo nas namawia do skorzystania  z zaprzyjaźnionej taksówki.Jestem skłonny na to przystać,aby uciec z tego miejsca jak najszybciej.
Podobnego burdelu nigdy ani w żadnym miejscu na świecie nie widziałem. W strefie transgranicznej ruch pojazdów odbywa się we wszystkich kierunkach, ludzi jest mnóstwo, a zwłaszcza Indian, chodzących grupami, ubranych w stroje narodowe.
Jacyś ludzie przewalają w tym błocie towary między sklepami duty free , wygląda na to , że czują się tu jak ryby w wodzie i tylko my jesteśmy tu obcy.  Zaczyna zmierzchać, ciągniemy te swoje walizy ze śmierdzącymi ciuchami po błocie i czujemy się jak uchodźcy.Za chwilę przyczepią się do nas gliniarze, którzy na środku tego placu mają posterunek otoczony drutem kolczastym.

border-crossing

po stronie kostarykańskiej

Dobrze , ze jest z nami dobry duch w czerwonej koszulce.Jesteśmy wreszcie przy panamskim punkcie odpraw. Jakaś pani odbiera od nas po 1 USD jako opłatę za wstęp a w okienku pan wnikliwie ogląda nasze paszporty. Mam trochę obaw, bo przy wjeździe do Panamy należy okazać się potwierdzeniem zakupu biletu wylotowego , a tego wydruku nie mogę w tym zamieszaniu znaleźć.Jednak chyba pan pogranicznik uznaje, że nie zamierzamy przesiadywać w jego kraju zbyt długo i wbija pieczątkę. Niestety , zbyt małą,jak się miało za jakiś czas okazać.
Jeśli oddychamy głęboko, myśląc, że to koniec zabawy,to jest to oddech przedwczesny. Nasz miły  kolega prowadzi nas do jakiegoś pomieszczenia na kontrolę  celną. Jakoś nie bardzo mi się chce do niego wchodzić -pokój jest spory, ze 40 m2, Dookoła stoją jakieś podniszczone stoły, jedna żarówka na drucie nie daje zbyt wiele światła i choć na pierwszy rzut oka nie widać śladów krwi to czuję lekki niepokój. Cofam się do drzwi i próbuję się dowiedzieć o co chodzi. Nasz znajomek mętnie tłumaczy, że zaraz po odprawie podjedzie po nas taksówka, która za 40 USD zawiezie nas do miasta , don’t worry.
Sprawa się wyjaśnia, kiedy dociera wreszcie celnik , zaprasza nas do środka , gmera chwilę w brudnych ciuchach i wypuszcza nas na zewnątrz. Tam koleś już wymachuje rękami , jest taxi.
border-crossing2Jesteśmy mocno oszołomieni przebiegiem zdarzeń,  ale skoro w sumie poszło nam dobrze , to może wyciągnijmy z tej przygody jak najwięcej. Pytam chłopaka,  czy mamy jeszcze dzisiaj szanse na samolot z David, gdzie za chwilę się mamy znaleźć , do Panama City. Twierdzi,że skoro jest czwarta po południu a za pół godziny powinniśmy być na lotnisku to samoloty wylatują jeszcze dziś dwa. Może się udać.
Żegnamy się , koleś zostaje na posterunku, prosi tylko o parę dolców na colę, jest usatysfakcjonowany pieciodolarówką.
Kierowca to milczek , nie oczekujemy jednak dyskusji i mamy nadzieję , że chłopak z granicy poinstruował go o  stawce i celu podróży . Jedziemy szybko i pewnie, dwupasmówka nie jest mocno dziś obciążona. Na przedmieściach David opuszczamy ją , omijając miasto od północy. Jedziemy jakimiś zaułkami, sprawa jest dość podejrzana, zwłaszcza dla mojej Żony , która wygląda przez okno samochodu oczami jak filiżanki.Nie rozmawiamy za dużo ze sobą , ale nawet te kilka wymienionych zdań daje do zrozumienia ,że uważa sytuację za ryzykowną.To w sporej części wpływ jej lektur, rodem ze Skandynawii, które pochłania hurtowo i gdzie się okazuje , że  w każdym skandynawskim ogródku można znaleźć zwłoki dziecka  a dewiacje seksualne są równie powszechne , jak u nas łupież , ale skutki mają bardziej dramatyczne i nie tak łatwe do wyleczenia.
To prawda, wycieczka po nocy z nieznajomym, w obcym mieście i o dziwnej porze wygląda dość hardkorowo , ale z moich doświadczeń wynika , że najgorsze , co może nas spotkać w takiej sytuacji to żądanie większej , niż umówiona , kasy. Tu nic takiego nie nastąpiło.
Przyjeżdżamy na lotnisko bez problemów, koleś kasuje tyle, ile się umówiliśmy. Uścisk ręki, adios.
Dworzec lotniczy jest niewielki, cztery stanowiska odpraw jednej linii, cztery drugiej.
Liczyłem, że na lotnisku będą jakieś przedstawicielstwa, gdzie będzie można pogadać o dwóch biletach na cito, ale w poczekalni są tylko bary.Podchodzę więc do miłej pani , która dokonuje właśnie odprawy o możliwość zorganizowania dla nas przelotu. Pani się szeroko uśmiecha, nie ma problemu , ale uśmiech niknie , kiedy się okazuje ,że bilet ma być na dzisiaj.

david-aeropuerto

lotnisko w David /obr.z neta/

Zażenowana sugeruje , abym popytał obok, w konkurencyjnej linii. To dobra linia – Copa Airlines, mamy już zabukowany na nią lot za trzy dni, kasa przepadnie, niestety. Czekam dłuższą chwilę, wreszcie podchodzi od razu cała ekipa , rozpoczynają kolejną odprawę.
Wyłuszczam swoją prośbę , dołączając minę a la Kot w Butach ze „Shreka”. Pan nie widzi przeszkód, prosi o dokumenty.Trochę nie dowierzam własnemu szczęściu, powtarzam dwa razy ,że chodzi o bilety na dzisiaj, a właściwie – na teraz.
Pan patrzy na mnie jak na niedorozwoja i powtarza, że potrzebne są dokumenty.
Lecę do Doroty , nie jest świadoma wiekopomnego dzieła , które się właśnie dokonało , ale nie tłumaczę zbyt wiele tylko ciągnę do stoiska odpraw.Pan jest zajęty, ale pani obok załatwia sprawę szybko i bezboleśnie , jeśli nie liczyć sporego ubytku na karcie kredytowej , która to karta , o dziwo , została zaakceptowana przez system.
Lot mamy za półtorej godziny, słysząc krople deszczu za oknem poczekalni nie możemy pohamować złośliwego chichotu , wg. internetu pogoda w Panama City to 25 stopni i słońce…
Siedząc przy kawie ( wreszcie znakomita kawa !) , wpadam na pomysł, aby przez internet zabukować hotel w Panamie ( wi-fi na lotnisku jest free). Przeglądamy parę opcji, trafiamy wreszcie na całkiem przyjemną ,hmm. bardzo przyjemną , wręcz rewelacyjną – 4 noce w czterogwiazdkowym Hiltonie za 900 PLN.

costa-rican-coffee
Samolot ledwo się wzbił w górę i rozdano przekąski to trzeba wysiadać, lot trwa tylko 45 min. Podróż lądem to 8 godzin.
Obsługa lotniska zatrzymuje nas w korytarzu, rozdają bagaże rejestrowane prosto z wózka. Pewnie szkoda im uruchamiać taśmociąg dla  parunastu ludków.
W drzwiach wyjściowych rzuca się na nas tradycyjnie sfora taxi – zombich, po krótkich negocjacjach ulegam jednemu z nich, Jorge parametrami mnie przewyższa ale samochodzik ma malutki. Bagaż ledwo się mieści w bagażniku a kiedy proponuje , żebym odkręcił okno to muszę podać swój plecak Dorocie, aby uwolnić ręce. Za chwilę zresztą operację trzeba powtórzyć, bo mojej Żonie jest zimno.

panama-taxi
Nocna Panama robi oszałamiające wrażenie, Hongkong, Szanghaj,Singapur… to pierwsze skojarzenia.Droga z lotniska trwa godzinę , z czego większa część autostradą.
W hotelu nie ma problemów, dostajemy pokój na 13 piętrze, czysty, cichy, nie za duży a przede wszystkim suchy.

panama-city-by-night

/obr. z neta/

Advertisements

26 thoughts on “Kostaryka 2016 # 16 Do Panamy , czyli nie bój się taksówkarza

  1. Ja w kwestii czysto technicznej (jako spec od pisania): krótkie zdania, dużo czasowników = świetny tekst. Tak trzymać! 🙂 Czasowniki nadają tekstom dynamizmu. Jedna mała uwaga to pisownia przecinków (nie powinno się dawać spacji przed nimi). Ale to tylko taki drobiazg.

    Lubię to

    1. Pisałeś mi już o tych spacjach, przejrzałem jeszcze raz i nie znalazłem błędu. Wskaż przykład błędu , jeśli możesz. A tak w ogóle dzięki za fajną opinię fachowca, cenne! 🙂 pozdr

      Lubię to

  2. O kurcze, a my właśnie planujemy wybrać się na Kostarykę! Troszkę ta pogoda mnie przeraziła. dobrze widzę, że byliście w listopadzie? Muszę więcej poczytać o opadach na Kostryce. Fajny, mimo utrapień zabawny tekst 🙂

    Lubię to

    1. W listopadzie nastąpił nam na odcisk ostatni huragan. Wg. miejscowych optymalnym czasem na podróż po Kostaryce jest okres od 15 grudnia do połowy kwietnia , a najlepiej I kwartał. Choć padać to zawsze trochę pada , w końcu lasy deszczowe nie rosną na pustyni. pozdr

      Lubię to

  3. Ta tonąca wyspa zmroziła mi krew w żyłach, ten zatopiony cmentarz ma w sobie coś z klimatu grozy. Brrr! Zdjęcia banknotów za to bajeczne – nic, tylko wetknąć w klaser i upajać się ich kolorytem.

    Lubię to

    1. Prawdę mówiąc zawsze się coś dzieje ( poza wczasami AI ), musimy tylko niedogodności zamienić w przygodę 🙂 W nast. odcinku będą monety panamskie , też ładne , chociaż nie mam pojęcia jaką mają wartość, czekam na podpowiedzi !
      pozdr

      Polubione przez 1 osoba

  4. Czasu może nie mam na czytanie…ale ponieważ zaraz tam będę…to wsiakam w bloga dziś w nocy 😉 kiedy ten deszcz??? Powiedz, że już się skończył i nie zacznie się w ciągu najbliższych kilku miesięcy 😉 Lecę 17 marca do Meksyku i będę poruszać się w dół do Panamy na pewno, może do Kolumbii. Ile zapłaciliście za samolot z Kostaryki? Nieco inne opłaty wjazdowe i wyjazdowe utrzymuje MSZ. Co do biletów powrotnych/ dalsza podróż faktycznie wszyscy twierdzą, że nie sprawdzają.

    Lubię to

    1. Miejscowi mówią ,że w I kwartał to najlepsza pogoda. Ale czy się w nim zmieścisz to nie jestem pewien. Bądź w każdym razie czujny 🙂 Kupowaliśmy loty z Berlina do San Jose i z Panamy do Berlina, razem to było coś między 3 a 4 tys.pln . Nasze opłaty są wzięte z życia, choć mogą się zmieniać , ale nie będą to ( chyba ) duże różnice.

      Lubię to

      1. ale się udało pozostawić ślad 🙂 i wcale nie jest tak, że wyłącznie banknoty wpadły mi w oko. One po prostu krzyczą do mnie tą niesamowitą ferią barw. Poza tym co tu dużo pisać, zazdroszczę Wam tych eskapad, ale może i ja kiedyś będę mogła sobie na to pozwolić. Obecnie mam w bagażu podręcznym dwa krasnoludki, które w zasadzie wykluczają dłuższe wycieczki. Pozdrawiam!

        Lubię to

    1. Ja zacząłem kilka lat temu , o kilkadziesiąt lat za późno . Ale teraz podróżowanie jest dużo łatwiejsze . Życzę mnóstwa przygód i czekam na relacje 😎

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s